Po co ten zamęt
Ostatnio w moim życiu dominuje zamęt. Myślowy, emocjonalny, związkowy. Chwile zamętu, na szczęście, przeplatają się z chwilami spokoju i błogości, ale te drugie są o wiele rzadsze. Mimo wszystko, mam poczucie, że ta huśtawka ma sens. Tylko, że jak jest naprawdę słabo, myśli atakują, sytuacje wzburzają emocjonalnie, to wcale nie mam jakiegoś świetlanego poglądu na świat i to, co się ze mną dzieje.
Jednak szukam w takich chwilach jakiegoś ukojenia czy pocieszenia. Czasem szukam zrozumienia intelektualnego. Co prawda światli twierdzą, że umysł to nie jest w takich sytuacjach zamętu sprzymierzeniec, a wręcz twórca chaosu, a jednak. Mi często zrozumienie sytuacji pomaga, bo nie czuję się miotana przez jakieś nieznane moce. Nawet jeśli to jest coś nad czym nie zapanuję, to sama świadomość, że to jest niekontrolowalne pomaga. Często okazuje się też, że coś można zrobić, a to dodaje otuchy. I znów, światli mówią, że najlepiej poddać się, dać przepłynąć procesowi…pewnie, że tak byłoby najlepiej, nie zawsze jednak się to udaje. A przynajmniej nie bez wstępnego zrozumienia. Mam wrażenie, że nam, racjonalnym i logicznym istotom zachodu, zrozumienie może na jakimś etapie pomóc.
Tak więc i tym razem, przy kolejnym wewnętrznym i zewnętrznym zamęcie, szukałam jakiegoś wyjaśnienia co i jak i dlaczego. Dostałam dwie informacje ze świata ludzi obcujących z – tak to sobie nazwijmy – wysokimi energiami. Pierwsza odpowiedź brzmiała “Jesteś utwardzana”, z komentarzem, że moja energetyczna ekipa nie puści mnie dalej, jeśli nie będę odpowiednio przygotowana. Taki to intensywny trening duchowy, przygotowanie do czegoś dalej. Do czego – nie mam pojęcia. Zobaczymy. Miło było usłyszeć, że jest w tym jakiś sens.
Druga informacja przyszła z poziomu globalnych przemian. Też coś wyjaśnia, trochę pociesza, ale również uświadamia, że to nie koniec, a raczej środek procesu. Jesteśmy mianowicie w bardzo intensywnym momencie dojrzewania i będzie się pojawiać coraz więcej wydarzeń w coraz krótszym czasie. Wydarzenia te będą nami poruszać emocjonalnie, a dotyczyć będą spraw ciała, relacji, pracy… Jednak należy je traktować jako inicjacje przygotowujące na przepływ wysokich energii. Czyli znów ostry trening. Po to, aby nasze dusze mogły się rozwijać, musimy dokonać uzdrowienia na wszelkich poziomach. A to wiąże się z zejściem do podziemi naszej nieświadomości i zmierzeniem się z tym, co tam jest. A ponieważ sami dobrowolnie raczej się tam nie zapuszczamy bez powodu, świat przynosi ku temu okazje. Czyż nie jest to piękne?
Żeby jeszcze tak cholernie nie bolało i nie mieszało w życiu. Najwyraźniej jednak, tak ma być.
Niech więc będzie.
Na ukojenie Green Tara:
Powrót
Dziś poczułam znów potrzebę przelania swoich myśli na wirtualny papier. Odgrzebałam tego bloga, ostatni wpis jest prawie sprzed półtora roku. Co prawda mam swoje miejsce, gdzie publikuję dłuższe teksty, ale tamta strona stała się moją bardziej oficjalną wizytówką. Każdy tekst jest przemyślany i dopieszczony, poza tym nie czuję się tam na tyle swobodnie, żeby pisać bardziej nieoszlifowane, prywatne przemyślenia. A tutaj będzie zaglądać pewnie o wiele mniej osób, a ja będę funkcjonować mniej jako osoba publiczna. Jak ktoś skojarzy te dwie strony, to ok, ale nie będę się z tym afiszować. Świadomie skorzystam z dobrodziejstw jako-takiej anonimowości w sieci
Z drugiej strony, może to przejaw jakiejś zachowawczości?
Pisanie bardzo pomaga mi poukładać myśli, jakoś je ogarnąć i trochę spuścić mentalne powietrze. “Wygadywanie się” też pomaga, ale ileż można innych męczyć swoimi bebechami – no, może poza swoim terapeutą, gdzie jest to uprawomocnione. W sumie mogłabym pisać “do szuflady”, takie listy do siebie, ale z drugiej strony, może coś kogoś zainspiruje, ktoś coś ciekawego odpowie. Lubię dialog.
No to tyle meta-opisu do procesu powrotu na łono wordpress.com. Dalej już będzie samo mięsko
Nie wiem
“Nie wiem” to ostatnio moja mantra.
Ale nie jest to pokorne sokratesowe “wiem, że nic nie wiem”. To raczej “nie wiem” wynikające z trudności w dostaniu się do własnego wnętrza, własnych potrzeb. Za dużo myśli, za głośno tu w środku by ostatecznie stwierdzić, że na przykład wiem, czego chcę.
Albo wiem, co czuję.
Niestety czasem nie wiem co czuję i jest to bardzo frustrujące doświadczenie. Wiem co myślę, o tak, w myśleniu i analizowaniu jestem świetna. Ale co czuję? Skąd u licha mam wiedzieć?
Piękno razem, czy osobno?
Usłyszałam wczoraj, że piękne widoki dobrze jest oglądać z kimś bliskim.
To bardzo romantyczne podejście. Jednak dziś poczułam coś innego.
Dziś poczułam, że niektóre widoki są tylko dla nas samych, dla mnie. To kontakt między mną a światem, między mną a Siłą, która stworzyła jego piękno. Patrzyłam dziś na chmury i czułam, że to bardzo ważny moment. Obecność drugiej, nawet najbardziej ukochanej, osoby zaburzyłaby ten kontakt.
Tolerancja wzrasta?
Kilka dni temu szłam wieczorem uliczkami blokowiska pewnego dużego miasta w naszym pięknym kraju. Szłam za rękę z moją dziewczyną, zadowolona z życia i beztroska. Ona również. Mija nas dwóch wyrostków. Jeden mówi do drugiego, ekscytacja miesza się z ironią w głosie:
- Ej, one idą za rękę? To jakieś lesbijki są, czy co?
Drugi odpowiada zniecierpliwiony:
- Zamknij ryja pojebie!
Jakoś tak dodało to nam otuchy.
Życie tu i tam
Podobno znaleziono fragmenty DNA w meteorycie, czyli życie przybyło z kosmosu – jakoś mnie ta wiadomość nie zaskakuje ani szokuje. To dość logiczne, nie jesteśmy pępkiem wszechświata, a życie to coś o wiele większego niż się nam wydaje. Może ta wiadomość będzie krokiem by otworzyć ludzkie umysły?
Buldożery miłości
niech buldożery miłości
zgarniają wszystkie ciemne kawałki
w nas
niech wrzucają do betoniarek miłości
które z czułością
przemielą i przetransformują
na pierwotną energię
miłości
Puzzle
Raz na jakiś czas przychodzi moment, w którym układają mi się wszystkie puzzle mojego życia.
A potem uderza kryzys, który te puzzle rozbija w drobny mak.
I po jakimś czasie znów – światło i wszystko do siebie pasuje, ale już inaczej niż poprzednio. Z większą elegancją. Z większą prostotą.
I kolejne zburzenie puzelków, nawet stół się wywraca.
I piękna harmonia, najlepsza jaka może być w danej chwili.
A gdzieś poza tym stołem leży obraz, przepiękny wzorzec. Czasem można podglądnąć. A czasem zobaczyć cień tego, który go namalował. I wszystko staje się prostsze.
Łańcuchy, które sami wykuwamy
Jak to jest, że chcemy być wolni, a sami siebie więzimy.
Chcemy być szczęśliwi, a sami się unieszczęśliwiamy, myląc szczęście z uwięzieniem.
Raz za razem życie pokazuje nam, że przywiązywanie boli, a mimo wszystko po raz kolejny wchodzimy w to wyjątkowo ludzkie doświadczenie uzależnienia od drugiego człowieka.
Boimy się samotności. Tak bardzo nie chcemy się spotkać sami ze sobą, bo nie akceptujemy siebie takimi, jacy jesteśmy. Naszą wartość wyznacza to, jak nas ocenią inni, nie mamy odwagi się od tego uwolnić. Dlatego tak uzależniający są ci, którzy nam okazują akceptację i dają iluzję bezpieczeństwa.
I nawet wiedząc to wszystko, raz po raz wpadam w pułapkę szukania akceptacji na zewnątrz.
Na szczęście widzę, że łańcuch coraz cieńszy.
Powietrze
Wieczorne powietrze odświeża umysł. Kilka głębokich wdechów pobudza do życia. Odkrywam piękno samotności. Alone, but not lonely. Jak ćwierkający ptaszek przybył pomysł zrobienia tego bloga. Po co? Okaże się.
leave a comment